Objawy ciąży i jej przebieg, czyli moja przeprawa przez 9 miesięcy

Objawy ciąży i jej przebieg, czyli moja subiektywna podróż przez 9 miesięcy. Jak było u mnie. Jakie miałam dolegliwości ciążowe. Jakie myśli krążyły w mojej głowie. Sami zobaczcie. 

Objawy ciąży w pierwszym trymestrze 

Potwierdzam to co wszędzie można przeczytać – pierwszy trymestr jest najgorszy. Mam poczucie, że ze mną obszedł się i tak łagodnie, ponieważ nie miałam żadnych “grubszych akcji”. mimo wszystko był jednak bardzo wyczerpujący.

Dolegliwości ciążowe, które spotkały mnie w pierwszym trymestrze:

  • w pierwszych tygodniach, przez kilka dni, odczuwałam inny smak potraw i byłam też bardziej wrażliwa na zapachy.
  • ogólne osłabienie, całkowite wyczerpanie, brak chęci do czegokolwiek, apatia, bezsens wszystkiego, ponury nastrój, brak energii do życia. Nic mi się nie chciało i nic nie miało sensu. Wszystko było do d…y.
  • duża senność, zmęczenie. Taak do tego stopnia, że często drzemałam nawet w środku dnia, tzn. po powrocie z pracy.
  • ból piersi.
  • najsilniejsza i najbardziej przerażająca zgaga ever. Jak sobie o niej pomyślę to jeszcze teraz obawiam się, że mnie znów dopadnie. Pojawił się  również strach przed zjedzeniem czegokolwiek, właśnie ze względu na te nieprzyjemne dolegliwości po posiłkach. Przeczytaj o moich sposobach na zgagę.
  • lekkie mdłości, choć sama do tej pory nie wiem, czy to były aby na pewno mdłości. 
  • wymioty – tylko 2 razy.
  • dostałam olbrzymiego bólu pleców, podobno jakieś zapalenie odnogi nerwu, gdzieś w środku pośladka. Pani doktor mówiła, że to przez hormony i że tak już zostanie. Ja natomiast z każdym dniem coraz bardziej nie mogłam chodzić i zaczęłam jeździć na rehabilitację. Pomogły plastry oraz dobry rehabilitant, który znalazł i rozmasował ten nerw. Ból minął, ale towarzyszył mi co najmniej przez miesiąc, zanim trafiłam na właściwą osobę.
  • nie miałam zachcianek.
  • nie miałam awersji do posiłków.
  • miałam większą ochotę na niektóre produkty, których nie jadłam zbyt dużo wcześniej, np. jogurty, ale nie były to zachcianki.
  • chciało mi się pić dużo wody.
  • często chodziłam na sikundę do toalety.
  • obawy, wątpliwości i strach, czy wszystko będzie ok.
  • w odniesieniu do wyglądu, to brzuch lekko się zaokrąglił, ale nikt nie podejrzewał nawet, że mogę być w ciąży. Sama jednak byłam zdziwiona, że tak szybko pojawił się okrąglejszy brzuszek. Obawiałam się, że w tym tempie rozrostu, za kilka miesięcy będę przypominać hipopotama.

Objawy ciąży w drugim trymestrze

Drugi trymestr to faktycznie najprzyjemniejszy okres ciąży. Moje samopoczucie było wtedy najlepsze. Już pod koniec trzeciego miesiąca poczułam, że odzyskuję siły i chęci do życia, a wszystko raptem staje się piękniejsze i… będzie dobrze. Tak, nawet takie pozytywne myśli się u mnie pojawiły.

Wyluzowałam, zdystansowałam się nieco do pracy. Ja – taki nieuleczalny pracoholik, który pracę stawiał na pierwszym miejscu, przed rodziną i życiem prywatnym, a nawet swoim zdrowiem…wszystko dla pracy. A tu nagle zaczęłam zauważać, że nabieram do niej coraz większego dystansu. Walczyłam o tę umiejętność przez wiele lat, niestety z mizernym skutkiem, aż powoli samo zaczęło przychodzić. Tak jakby moje życie nabrało nowego sensu, tak jakby było coś ważniejszego niż praca, jakbym ja sama nabierała jakiejś większej wartości.

Odeszły wszystkie nieprzyjemne dolegliwości z pierwszego trymestru, z wyjątkiem zgagi. Natomiast sama zgaga była dużo lżejsza, występowała rzadziej i raczej mnie oszczędzała, chyba że faktycznie przesadziłam.

Miałam nieco większy apetyt, ale to ciężko ocenić, czy przez ciążę bo zawsze byłam łakomczuchem. Nadal wypijałam dużo wody.

Pod koniec drugiego trymestru pojawiły się zaparcia. Nieprzyjemny temat, więc nie będę się o nim rozpisywać.

Jak powiedziałam w pracy o ciąży

Do pracy chodziłam do połowy szóstego miesiąca. O ciąży szefowi powiedziałam jak wrócił z urlopu, czyli na początku czwartego miesiąca.

Stwierdziłam, że pozostałym osobom z zespołu mówić nie będę, ponieważ za chwilę sami zobaczą, to wtedy będzie łatwiej pociągnąć temat. Sama jakoś nie wiedziałam jak zacząć tę rozmowę. Jakoś tak się stało, że nikt nic nie zauważył.

Dzidziuś był raczej nieśmiały, mój brzuszek nie rósł za bardzo i nie wystawał przez ubrania, które nosiłam. Nim się obejrzałam minął kolejny miesiąc, a moja Pani doktor coraz bardziej nalegała bym poszła na zwolnienie…Powiedziałam wszystkim pod koniec piątego miesiąca. Na prawdę byli zaskoczeni. Nie domyślali się nawet.

2 tygodnie później, po badaniu u Pani doktor, już nie wróciłam do pracy. Okazało się, że nie wszystko jest tak jak powinno i muszę leżeć, prowadzić oszczędny tryb życia i jeszcze raz leżeć. A ja czułam się dobrze, tylko badania wychodziły źle:(

Dark side, czyli złe wieści w ciąży 

Jak tylko przestałam chodzić do pracy, po nieciekawych wiadomościach od lekarza, zaczął się najtrudniejszy tydzień podczas całej mojej ciąży.

Mój stan psychiczny był nienajlepszy, wyobrażałam sobie wszystko co najgorsze. Samo odstawienie od pracy oraz zmiana trybu życia również miały wpływ na moje złe samopoczucie, dlatego też fizycznie także nie czułam się najlepiej.

Jednakże po przeczytaniu mnóstwa książek i artykułów o możliwych scenariuszach zdarzeń, przeleżeniu tygodnia w łóżku i wypłakaniu się nad tymi wszystkimi czarnymi myślami, które pojawiły w mojej głowie, mój stan się nieco poprawił.

Odzyskałam stabilność emocjonalną i zaczęłam do wszystkiego podchodzić z dystansem…no bo przecież jeszcze nic złego się nie wydarzyło, tylko istnieje ryzyko, że może się wydarzyć, ale nie musi przecież tak być. Tak sobie wmawiałam, a prawda była taka, że już po prostu nie miałam siły na umartwianie się.

Wstałam na nogi i mimo, że nadal musiałam się oszczędzać, to powoli zaczynałam doświadczać tych spokojniejszych chwil bez pracy i próbować zrozumieć czy mi jest z tym dobrze, czy nie. Szukałam także różnych sposobów na zorganizowanie sobie dnia i nie myślenie za dużo niepotrzebnie, ale o tym przeczytacie w osobnym wpisie.

Bright side, czyli nareszcie work-life balance 

W wyniku tych problemów zdrowotnych, które miałam zaraz po pójściu na zwolnienie, zaszła we mnie jedna pozytywna zmiana. Przełączenie się na nie myślenie o pracy przyszło mi nadzwyczaj łatwo. Prawdę mówiąc początkowo wydawało mi się, że będę nadal potajemnie zaglądać na pocztę, odpisywać na maile lub odbierać telefony i ogarniać tematy. Natomiast okazało się, że nie miałam zupełnie na to głowy, wobec nowych problemów i czarnych myśli, które mnie w tym momencie nękały i wysysały całą energię życiową. Całkowicie odcięłam się od pracy i skupiłam na czytaniu co mi jest i jak temu zaradzić, by dzidziuś był cały i zdrowy.

Pozytywne zmiany w ciąży

Na zwolnieniu, odcięta od stresu związanego z pracą, prowadząca oszczędzający tryb życia, wypoczęta, zauważyłam, że moja cera, na której zazwyczaj znajdowały się jakieś wypryski, jest nieco ładniejsza, gładsza i nie ma na niej żadnego nieproszonego gościa. Lepiej wyglądały również moje włosy, były bardziej odżywione, grubsze, błyszczące.

Dodatkowo przez całą ciążę praktycznie nie bolała mnie głowa. Przed ciążą ból głowy miałam niemal codziennie lub co dwa dni. Od samego myślenia o tym jak w ciąży poradzę sobie bez proszków przeciwbólowych, bolała mnie głowa. A tutaj okazało się, że w ogóle nie były mi potrzebne. Nie wiem jak to możliwe, ale w ciąży ból głowy całkowicie minął.

Zauważyłam również, swoją większą odporność na wszelkie przeziębienia. W sezonie gdy wszyscy chorowali, ja trzymałam się całkiem nieźle. Co również było w moim przypadku zaskakujące. Tak jakby sam organizm bronił się przed braniem leków, które mogłyby zaszkodzić dzidziusiowi i zmienił mnie w kobietę “mutanta”, której prawie nic nie dolega.

Brzuszek nadal był niewielki i osoby, które mnie nie znały nie wiedziały, że jestem w ciąży. Choć już celowo zakładałam luźniejsze ubrania z szafy. Dopiero pod koniec drugiego trymestru ludzie zaczęli zauważać, że coś jest na rzeczy i na przykład ustępować miejsce w tramwaju.

W drugim trymestrze faktycznie usłyszałam od kilku osób, że promienieję… Nie odebrałam tych komplementów na serio. Według mnie ludzie tak bezmyślnie gadają, ponieważ po prostu tak wypada mówić kobiecie w ciąży. W ogóle jak się tak głębiej zastanowię i zajrzę w głąb siebie, to nie do końca wierzę tym, którzy prawią komplementy.

Podsumowując, to był piękny okres (mimo tego nieszczęsnego tygodnia). Brzuch jeszcze tak nie ciążył, byłam nieco bardziej mobilna, prawie wszystkie dolegliwości ustąpiły, miałam chęci do życia i pozytywne nastawienie. Miałam czas na to by poczytać, poukładać myśli w głowie i przyzwyczaić się do odmiennego stanu i zmiany w życiu jaka niebawem ma nastąpić.

Objawy ciąży w trzecim trymestrze

W trzecim trymestrze ciąży zrobiło się nieco ciężej. Brzuszek urósł, zaczął bardziej przeszkadzać, pojawiły się trudności w schylaniu.

Ruchy dzidziusia na które wcześniej tak długo czekałam, już nie były tak przyjemne.

Miałam również mniej energii i odczuwałam większe zmęczenie.

Nasiliła się także zgaga. Nie była ona tak gwałtowna jak ta z pierwszego trymestru, ale nękała mnie prawie codziennie i musiałam bardzo zwracać uwagę na to co jem.

Nie odczuwałam już dużego apetytu. Mam poczucie, że nawet zmalał.

Większość czasu przeleżałam w łóżku, ponieważ nie miałam już za bardzo sił chodzić.

Trudno mi było znaleźć wygodną pozycję do spania. Leżenie na plecach już nie wchodziło w grę. Miałam poczucie, że za chwilę dostanę odleżyn po bokach, ale to były jedyne pozycje w których mogłam się wyspać.

Zaczął ciągnąć mnie nisko brzuch, pobolewały plecy w krzyżu. Zauważyłam twardnienie, napinanie się brzucha. Choć nie mam do końca pewności czy tego przypadkiem nie powodował wiercący się dzidziuś. Miał coraz mniej miejsca i rozpychał się czym mógł w różnych kierunkach.

Zmniejszyła się pojemność pęcherza, co skutkowało częstszymi wizytami w toalecie.

Pojawiły się trudności z oddychaniem (pod koniec ciąży miesiąca minęły, ponieważ dzidziuś zszedł niżej).

Brzuch urósł, ale nadal nie jakoś spektakularnie. Ogólnie przytyłam 7 kg, czyli raczej mało. Mimo, że wcześniej wydawało mi się, że w ciąży będę dwa razy większa.

Mętlik w głowie i mnóstwo wątpliwości

Psychicznie czułam się również w miarę dobrze, choć nachodziły mnie coraz częściej wątpliwości jak to będzie nam razem we trójkę. Tak naprawdę to chyba tego bałam się najbardziej, jak sobie ułożymy na nowo życie. 

Obawiałam się również porodu, ale wyszłam z założenia, że to prędzej czy później minie (maksymalnie 24 h cierpienia), a dzidziuś zostanie z nami już zawsze. Starałam się nie myśleć, że coś może pójść nie tak podczas porodu. Choć takie myśli się pojawiały, przeganiałam je z mojej głowy jak najszybciej. Z jednej strony nie mogłam się już doczekać dzidziusia, a z drugiej myślałam, że jeszcze nie jestem gotowa.

Generalnie głowa pełna wątpliwości i skrajnych odczuć. Ale przynajmniej pod koniec byłam spokojniejsza, że dzidziuś może przyjść już na świat bezpiecznie i nie muszę obawiać się przedwczesnego porodu. Tutaj przeczytasz więcej o moim samopoczuciu przed porodem i wątpliwościach ostatnich dni ciąży.

 

Kolega powiedział mi, że po urodzeniu dzidziusia COŚ przełącza się w głowie i wszystko się zmienia w myśleniu. Pocieszam się tymi słowami i wierzę, że będzie tak w moim przypadku.  

Przede mną ostatni etap. Poród…a później dopiero się zacznie…

Na koniec chciałabym dodać, że pomimo tych nieprzyjemnych objawów ciąży i towarzyszących jej dolegliwości cieszę się, że było mi dane tego wszystkiego doświadczyć. Trudno to wyjaśnić, ale naprawdę tak myślę.

 

Może zainteresują Cię również inne moje wpisy dotyczące ciąży:

 

 

Dodaj komentarz