Pierwszy miesiąc życia razem (nas troje)

Pierwszy miesiąc życia naszego synka już za nami. Nie wiem kiedy i jak to się stało. Czas leci tak szybko…Mam wrażenie, że dopiero wychodziliśmy ze szpitala. Poniżej małe podsumowanie jak wyglądał pierwszy miesiąc naszego wspólnego życia.

Przede wszystkim z dzidziusiem czas płynie zupełnie inaczej…dużo, dużo szybciej. Nadal nie mogę uwierzyć, że już miesiąc życia za nami.

Pobyt w szpitalu

W szpitalu byliśmy łącznie cztery doby. Szok spowodowany urodzeniem dziecka był tak duży, że zarówno ja, jak i mój mąż działaliśmy tak jakbyśmy byli pod wpływem środków odurzających. Nie do końca byliśmy sobą. Zachowywaliśmy się inaczej, myśleliśmy inaczej, funkcjonowaliśmy inaczej. Niesamowite uczucie i trudne do opisania. Mieszanina podekscytowania, adrenaliny, radości i szczęścia. Ale także niepewności oraz poczucia, że wydarzyło się coś ważnego, coś przełomowego, co na zawsze zmieni nasze życie. Nowy rozdział, który właśnie się zaczyna.

Nasz syn postanowił przez pierwszą dobę spać. Nie budził się nawet na jedzenie. Był malutki i delikatny. Lubił być przytulony do mnie na piersi. Nie płakał i był bardzo grzeczny. Wśród położnych krążyła nawet opinia, że jest to dziecko, które nie płacze.

Podczas pierwszej zmiany pieluchy osikał samego siebie, celując prosto na twarz:)

Położne udzielały wsparcia i były pomocne. Chociaż nieco problematyczne było to, że każda mówiła co innego i miała inną wizję opieki nad noworodkiem. Mąciło to w głowie i odbierało pewność siebie. Do tego stopnia, że bałam się cokolwiek zrobić, ponieważ myślałam, że mogę go skrzywdzić.

Byłam kompletnie zielona, zupełnie nie wiedziałam jak postępować, niewiele pamiętałam z teorii którą przeczytałam z książek jeszcze przed porodem lub nie potrafiłam jej wdrożyć w praktyce. Miałam trudności z przystawieniem dziecka do piersi, nie wiedziałam jak go dobudzić na karmienie. Hormony również dały się we znaki. Funkcjonowałam trochę jak zombie. Praktycznie nie spałam przez te cztery dni i noce, mimo to nie potrzebowałam snu… Mój stan psychiczny nie był najlepszy. Prawdopodobnie przez przemęczenie i/ lub wrażenia związane z porodem i narodzinami dziecka. Objawiało się to chwilami zawieszenia. Zaczynałam coś mówić i urywałam w połowie zdania, zapominając o tym co chciałam powiedzieć. Nie mogłam zebrać myśli i udzielić odpowiedzi na proste pytania. Gdy ktoś do mnie coś powiedział musiałam pomyśleć kilka chwil zanim do mnie dotarła ta informacja.

Pierwsze dni w domu

Pierwsze dwa dni w domu były najtrudniejsze. Gdyby nie wsparcie ze strony mojego męża, nie mam pewności czy sama bym sobie poradziła.

Nadal funkcjonowałam na autopilocie, z wyłączonym myśleniem. Wszystkie książki, które przeczytałam o opiece nad noworodkiem na nic się zdały w zderzeniu z rzeczywistością. Po pierwsze zupełnie o nich zapomniałam i nie pamiętałam żadnej mądrej porady. Po drugie teoria to jednak nie to samo co praktyka. Dlatego też lepszym rozwiązaniem było zdanie się na instynkt (tak zrobił mój mąż), niż na książkowe mądrości, które mnie blokowały.

Mówiliśmy dziwnym, nienaturalnym tonem głosu, pełnym przejęcia i napięcia, szybko i chaotycznie.

To były dziwne dni. Pełne niepewności, płaczu, stresu i myślenia, że sobie nie poradzę.

Dzidziuś przez pierwsze dwa dni był bardzo grzeczny i cierpliwy dla niedoświadczonych rodziców. Płakał jedynie podczas przebierania, co niestety zdarzało się na początku dość często, ponieważ w jakiś niewiadomy sposób pieluchy przeciekały. Nie mieliśmy pojęcia gdzie popełniamy błąd. W pierwszej kolejności okazało się, że za słabo zapinamy pieluchę. Następnie, że powinno się używać tetry, by zapobiec obsikiwaniu podczas przewijania. Na koniec, co już było dla nas zupełnym objawieniem, że należy sikusia opuścić nisko zanim założy się pieluchę. Dowiedzieliśmy się również, że na pampersie są paski informujące czy pielucha jest mokra, które po nasiusianiu zmieniają kolor na niebieski. Zanim jednak byliśmy bogatsi o tę wiedzę minęły dwa dni i dzidziuś musiał znosić przez ten czas kilkukrotne przebierania w ciągu dnia.

Nadal miałam problemy z karmieniem. Nie wiedziałam czym są one spowodowane. Obwiniałam się, że robię coś nie tak, że nie potrafię nakarmić własnego dziecka… Po dwóch dniach jednak, przy pomocy mojego męża, udało się je rozwiązać. Zrozumiałam w czym tkwi problem i jak pomóc maluchowi. Można powiedzieć, że od tego momentu życie stało się piękniejsze. Mój stan psychiczny się nieco poprawił. Strach przed każdym karmieniem minął. Wróciła pewność siebie i pojawiło poczucie, że teraz na pewno sobie damy radę. Powoli zaczynaliśmy ogarniać czasoprzestrzeń i wracać do rzeczywistości.

Początkowo nie wiedzieliśmy jak trzymać noworodka, jak go nosić, podnosić, odkładać. Nie mieliśmy pojęcia jak go myć i przewijać. Nie potrafiłam karmić.

Bardzo się bałam, że przez tę moją niewiedzę zrobię mu krzywdę. Złościłam się na siebie, że się lepiej nie przygotowałam do bycia mamą. Skupiłam się na ciąży i przygotowaniu do porodu a zupełnie pominęłam opiekę nad noworodkiem.

Na pierwszą wizytę położnej przygotowaliśmy całą kartkę A4 z pytaniami.

Pierwszy miesiąc razem

Po wstępnym ogarnięciu pierwszych dni i podstawowych czynności związanych z obsługą noworodka wszystko zaczęło się układać. Każdego dnia nabywaliśmy nowe umiejętności i przede wszystkim staraliśmy się zrozumieć co dziecko chce nam przekazać. Zdaliśmy się na instynkt. Przestałam starać się robić wszystko tak jak jest pokazane na filmikach z YT lub opisane w książkach. Przestałam się również o wszystko obwiniać. Zaczęłam się cieszyć macierzyństwem i obecnością tej małej istoty, która do nas dołączyła.

Dzidziuś z dnia na dzień stawał się coraz silniejszy i bystrzejszy. Chciał coraz więcej z nami przebywać. My również staraliśmy się go zrozumieć i odgadnąć co nam w danym momencie chce przekazać i jak możemy mu pomóc. Powoli zaczęliśmy rozpoznawać rodzaje płaczu i ich znaczenie. Pojawił się również pierwszy uśmiech, który był (i jest) najpiękniejszą rzeczą jaką widziałam. Chwyta za serce tak, że łzy same napływają do oczu i ciurkiem ściekają po policzkach. Uwielbiam również jego dzidziusiowy zapach i gdyby tylko mi pozwalał całowałabym go non stop. Niestety nie przepada za moimi buziakami więc nie chcę go denerwować. Jego ulubionym zajęciem jest leżenie na kocyku w salonie razem z nami lub bujanie się na tatusia kolanach. Lubi również jak z nim rozmawiamy.

Prawie zawsze sika w świeżo założoną pieluchę, więc czasem mówimy na niego Sikuś.

Mało płacze, a jeśli płacze to dlatego, że ma jakiś powód.

Ma piękne oczy, które nas bacznie obserwują i patrzą się prosto w nasze. To jego spojrzenie również mnie rozczula. Tak naprawdę wzrusza mnie wiele drobnych rzeczy i sama do końca nie mam pewności czy to hormony, czy nasz syn tak na mnie działa. Wydaje mi się, że wszystko co robi jest świetne, piękne i cudowne:)

Ma pulchne policzki, jakby schował w nich kluski śląskie i bardzo szybko rośnie. W ciągu tygodnia od urodzenia ubranka 56 były na niego za małe i musieliśmy wszystkie odłożyć, natomiast dokupić nowe w rozmiarze 62.

W nocy w porze karmienia budzi mnie delikatnie – nie płacze donośnym krzykiem tylko postękuje.

Gdy leży sam w łóżeczku, a nie chce mu się spać, to dopomina się uwagi poprzez krótkie krzyknięcie, co również jest bardzo słodkie.

Lubi kąpiele i przebywanie na dworze. Nie przepada natomiast za zmianą ubranek i pieluchy, a już najbardziej za momentem zapinania jej na rzepy.

Podczas przewijania nadal jeszcze często nas osikuje. Ponadto robi spektakularne dwójki, które nierzadko lądują na mnie, zostawiając ślad od góry do dołu, a także na dywanie (do połowy jego szerokości).

Po czym można poznać, że jestem mamą? Po tym, że zamiast zdenerwować się w takich awaryjnych sytuacjach, cieszę się, że miał dobrą kupkę, ponieważ będzie lepiej spał i nie będzie go bolał brzuszek:)

Słów kilka na zakończenie

Jeszcze przed porodem bałam się, że możemy nie dogadać się z tym małym człowiekiem. Jednakże już teraz mogę powiedzieć, że mimo nieprzespanych nocy i zmęczenia, kochamy go najbardziej na świecie i chcemy dla niego jak najlepiej. Gdy siedzimy w salonie i słyszymy jak odzywa się do nas leżąc w swoim pokoju, dociera do nas, że już nie jesteśmy sami, że jest z nami jeszcze ta mała, słodka osóbka wokół której obecnie kręci się nasze życie. To jest niesamowite uczucie…że jest ktoś jeszcze.

Na zakończenie, co mogłabym poradzić dziewczynom, które za chwilę zostaną mamami po raz pierwszy? Poczytajcie trochę o opiece nad noworodkiem, będziecie czuły się pewniej w tych pierwszych dniach. Porozmawiajcie ze znajomymi, którzy już mają dzieci, obejrzyjcie filmiki na YT. Dowiedzcie się co nieco o karmieniu piersią, o tym jak trzymać i podnosić noworodka, jak się nim opiekować. Słuchajcie i pytajcie się położnych. Przede wszystkim jednak zaufajcie swojemu instynktowi, który w tych najbardziej trudnych momentach podpowie Wam co robić (ponieważ umysł nieco szwankuje).

Podsumowując, doświadczanie pierwszego miesiąca życia z naszym synem było niesamowite. Mimo trudności, bólu i przemęczenia cieszę się, że było nam dane przeżyć wspólnie te chwile.

 

Zostaw komentarz jak wyglądał pierwszy miesiąc życia Twojego maleństwa. Co Cię zaskoczyło, co najbardziej zapamiętałaś, jak sobie poradziłaś?

 

Na blogu znajdziesz również wpis o tym jak wyglądała moja przeprawa przez 9 miesięcy, czyli objawy ciąży i jej przebieg, a także co nieco o samopoczuciu tuż przed porodem i targających mną wątpliwościach.

 

 

 

 

 

Dodaj komentarz